Agnieszka i jej rzemieślnicze sery

Porzuciła pracę urzędniczki i została… serowarką. Wytwarzane przez nią rzemieślnicze sery mają rzesze amatorów. Agnieszka Wilkoszewska jest dowodem na to, że nigdy nie jest za późno na odnalezienie przeznaczenia. A na nią, jak się okazuje, czekało na podwarszawskiej wsi.

Gdy odwiedza się serowarnię Agnieszki Wilkoszewskiej w Zwoli Poduchownej, w dolinie rzeki Wilga – na pograniczu Mazowsza i Lubelszczyzny, trudno uwierzyć, że kiedyś robiła zupełnie co innego i to w mieście. Zna się na serach, choć jak podkreśla – jeszcze ciągle się uczy. Odwiedza serowarnie w Polsce i poza granicami kraju, szkoli się i tworzy. Prowadzi gospodarstwo i współpracuje z lokalnymi rolnikami. Ceni tradycyjne wyroby i ich jakość. Jej sery są naturalne i mają wyjątkowy smak. To właśnie za nim podążają klienci.

Oczywiście, pierwsze sery powstawały metodą prób i błędów. Sporo wysiłku kosztowało mnie, by uzyskać jakość i powtarzalność produktu. Tworzę sery świeże i dojrzewające, z mleka krowiego i koziego, na bazie surowca od lokalnych dostawców. Proponujemy sery do codziennych posiłków, nieco delikatniejsze, a także nieco ostrzejsze, jak to mówię – z charakterem, na przykład na deskę serów do kolacji. Każdy ser ma inną recepturę. Mleko poddaję obróbce w kotle, by powstało ziarno serowarskie, z którego formuję sery. Solę je i działam z nimi dalej w zależności od procesu dojrzewania, jakiemu mają być poddane. Oczywiście ważna jest wiedza, zdobyte doświadczenie, ale także wkładane w to wszystko serce – mówi Agnieszka.

Pierwsze sukcesy nie tylko nie pozwoliły Agnieszce spocząć na laurach, ale zachęciły ją do doskonalenia produktu i przede wszystkim starań o prawdziwą pracownię serowarską. Jak zaczęła się jej serowarska przygoda?

Wiele lat temu kupiliśmy wraz z mężem ziemię w Zwoli Poduchownej, postanowiliśmy prowadzić tu agroturystykę. Najpierw dzieliliśmy życie między Warszawę i wieś, a potem tereny wiejskie coraz bardziej nas wciągały. W międzyczasie okazało się, że nasi goście często pytali o zdrowe, swojskie produkty. W głowie zaczęła mi więc kiełkować myśl o wytwarzaniu serów, także na własne potrzeby. Najpierw tworzyłam dla nas, a potem poszerzyłam swoją działalność. Okazało się, że sery cieszą się powodzeniem. Sprzedajemy je bezpośrednio, przez stronę internetową, a także podczas różnych imprez, w niektórych sklepach w Garwolinie, w Warszawie, w Żelechowie. Współpracujemy również z restauracjami i hotelami. Muszę przyznać, że największym zainteresowaniem cieszą się sery o nazwie Kalabonki – nawiązującej do lokalnej nazwy naszego miejsca na ziemi. Są delikatne, kremowe i w różnych wariantach – z ziołami śródziemnomorskimi, z czosnkiem, pomidorem, bazylią. Mamy także sery dojrzewające, jak Ser Hrabiego czy Czarny Hrabia – opowiada serowarka.

Pandemia spowodowała, że Agnieszka wraz z rodziną przeprowadziła się już na dobre na wieś. Teraz pozostaje jej tylko tworzyć nowe smaki serów.

W planach mamy wprowadzenie serów pleśniowych, a także więcej serów dojrzewających. Jesteśmy serową alternatywą dla oferty wielkich sieci spożywczych, dla produkcji masowej. Tworzenie daje mi wiele radości. Każdy etap produkcji jest ważny. Najważniejszy jest jednak surowiec, od którego wszystko się zaczyna. U nas mleko krowie pochodzi od krów rasy jersey – dodaje.

Chcesz czytać dalej?

https://agronomist.pl/artykuly/agnieszka-i-jej-rzemieslnicze-sery

https://agronomist.pl/

0 polubień
Poprzedni wpis: Czterokopytne szczęście MichałkówNastępny wpis: Moda na wieś i na wsi!

Powiązane wpisy