Agroinnowacje Anny Michalik

Pochodzi z rolniczej rodziny i przez moment chciała uciec do miasta. Jednak okazało się, że tylko wieś daje jej szczęście. Teraz pokazuje innym, jak dawniej żyło się i pracowało na terenach wiejskich. Anna Michalik stworzyła w Wólce Dłużewskiej swoisty skansen wsi mazowieckiej. Za swoje działania, otrzymała tytuł innowatorki w agroturystyce. O tym, jak kultywuje tradycję w nowoczesnym świecie, opowiedziała Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu “Z klimatem i z pasją”.

Pochodzi Pani z rolniczej rodziny. Zawsze chciała Pani kontynuować rodzinną tradycję i prowadzić gospodarstwo?

– Nie wykluczałam tego, ale musze przyznać, że po studiach próbowałam pracy w Warszawie. Dojeżdżałam codziennie do stolicy. Jednak, po czasie stwierdziłam, że połowę życia tracę na dojazdy. Poza tym, marzyłam o tym, by robić to, co lubię, a jednocześnie być blisko tego, co kocham – rodziny, wsi, przyrody. Tylko gospodarstwo mi to gwarantowało.

I tak zaczęła się agroturystyczna przygoda?

– Dokładnie. Rozwijaliśmy się etapami. Najpierw funkcjonowaliśmy w starym wiejsku domu dziadków, gdzie były spartańskie warunki – zimno, woda ze studni. To właśnie w tym budynku stworzyliśmy skansen – można tu zobaczyć, jak dawniej mieszkano na terenach wiejskich. Właściwie wszystko, co jest w izbach – jest oryginalne – po dziadkach, ode mnie z domu, a także zebrane od sąsiadów, po okolicznych wioskach. Pokazuję, jak trudno miały kiedyś kobiety. Jak prały w balii na tarze, jak nosiły w wiadrach wodę. Ile one się nagotowały – nie miały przecież do dyspozycji nowoczesnych piekarników, szybkowarów, a do wykarmienia były spore rodziny, wielodzietne i wielopokoleniowe. Do kobiet należały także wszystkie prace dookoła gospodarstwa, jak choćby karmienie kur. Z pozoru niektóre ich czynności wydawałyby się lekkie, ale takie – w połączeniu ze sobą – z pewnością nie były. Wykorzystaliśmy także starą stodołę, gdzie pokazujemy dawne maszyny i urządzenia rolnicze. Każdy może się tu przekonać, jak na przykład wyglądała młocka cepami. Rolnicza praca była kiedyś bez większości udogodnień. Teraz nie idzie się za pługiem, nie pracuje się tyle ręcznie, z koniem. Ciągniki mają gps’y, nad polami latają drony, pracą w oborze można sterować za pośrednictwem komórki. Na wieś wkroczyła nowoczesność, ale to nie powód, by zapomnieć, jak dawniej się na niej żyło.

Macie Państwo ogromną przestrzeń w zagrodzie, która jest wykorzystana w każdym calu.

Rozbudowywaliśmy się przez lata. Poza skansenem, na terenie znajduje się nasz dom, budynek dla turystów, do warsztatów, do wypoczynku. Jest kącik na ogniska, na spacery, do zabawy. Teraz trzeba być wszechstronnym, by turystę zatrzymać na dłużej, by zechciał kolejny raz przyjechać. Oferta musi być odpowiednio skonstruowana. Tu nie może być jak w mieście, a jednak z pewnymi wygodami. Nie wystarczy już kawałek ziemi i chatka, swojskie jadło. Turystom potrzeba emocji, rozrywki, wypoczynku połączonego z działaniem, także z edukacją. Zanim zaczniemy prowadzić gospodarstwo agroturystyczne, trzeba dobrze zdefiniować trendy konsumenckie i oczekiwania osób, które będą chciały skorzystać z naszych usług.

Chcesz czytać dalej?

https://agronomist.pl/artykuly/anna-michalik-i-jej-agroinnowacje

https://agronomist.pl/

1 polubienie
Poprzedni wpis: Mirka Wilk i jej tradycyjne jadłoNastępny wpis: Innowacyjny pomysł na agroturystykę

Powiązane wpisy