Halina Olejniczak i jej sportowa misja

Mówi o sobie, że narty ma we krwi. Halina Olejniczak z niewielkiej wsi – Kościeliska, to przede wszystkim wspaniały sportowiec. Jednak na zdobywaniu medali nigdy nie poprzestała. Od lat jest nie tylko organizatorką i pomysłodawczynią wielu sportowych wydarzeń, ale także wiejską liderką, społeczniczką i propagatorką zdrowego stylu życia. Jak dzieli się pasją z innymi, góralka z krwi i kości, opowiedziała Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu Z klimatem i z pasją.

Sport był Pani przeznaczony czy może Pani jest przeznaczona sportowi?

– Urodziłam się w Kościelisku, w miejscowości z której pochodzi blisko 40 olimpijczyków. Dokładnie, gdy przyszłam na świat, właśnie powstawał u nas pierwszy w Polsce ośrodek biathlonowy. To wpłynęło na moje życie. Nie tylko zresztą to. Miłość do sportu, była wokół mnie zawsze. Siostra mojej mamy, była znaną biegaczką narciarską, uczestniczką olimpiady, mistrzostw świata i mistrzostw Polski, miała mnóstwo medali, pucharów i dyplomów których jej bardzo zazdrościłam i po cichu marzyłam, żeby też mieć takie trofea.

Marzenia się spełniły. A kiedy w Pani życiu pojawiły się narty?

– Jak sięgam pamięcią, zawsze lubiłam jeździć na nartach. Mieszkałam pod Reglami, gdzie zawsze długo leżał śnieg. Górki i doliny sprawiały, że miałam gdzie trenować. Mój tata zrobił mi własnoręcznie narty, które długo mi służyły. Koło mojego domu, przebiegały trasy narciarskie, gdzie trenowali biegacze na prawdziwych biegówkach. Też takie chciałam mieć, więc zapisałam się do klubu sportowego, bo to była szansa na ich zdobycie i na wyjazdy na zawody i obozy treningowe (podróże to było moje drugie marzenie). Trenowałam z wielkim zapałem i sprawiało mi to ogromną radość. Startowałam w różnych zawodach, jednak – pomimo że odnosiłam jakieś drobne sukcesy, nie byłam z siebie zadowolona. „Ciągnęło mnie w świat”, więc postanowiłam zobaczyć coś więcej niż Podhale i wyjechałam do szkoły średniej do Krakowa, a po jej ukończeniu, podjęłam pracę w Piotrkowie Trybunalskim. Tam „dopadło mnie życie” – wyszłam za mąż, urodziłam czwórkę dzieci i zamierzałam osiedlić się na stałe, ale… po kilku latach los sprawił, że znowu wróciłam do Kościeliska. Zajęta wychowaniem dzieci, budową pensjonatu, a potem prowadzeniem go, zupełnie zapomniałam o biegówkach. W tym czasie, w Polsce zapanowała moda na narty zjazdowe, budowano wyciągi narciarskie. Powróciłam do nich w wieku 40 lat, w 2000 roku Najpierw pomyślałam, że to doskonały sposób na zrzucenie zbędnych kilogramów (udało mi się zgubić prawie 40 kilogramów). Ponieważ nikt tu w mojej okolicy nie biegał na nartach, musiałam sama sobie robić trasy. Miłość do nart ożyła na nowo, ze zdwojoną siłą i oprócz utraconych kilogramów, ubyło mi też lat. Poczułam się bardzo młodo, odzyskałam kondycję i wiarę w spełnienie dziecinnych marzeń.

I wtedy zaczęła Pani uczestniczyć w zawodach?

– Najlepiej się czułam na długich dystansach. Pierwszy mój sukces, to trzecie miejsce open na dystansie 40 km w Podhalańskim Biegu w Nowym Targu. Na podium stałam wtedy z Justyną Kowalczyk, która wtedy – tak jak ja, zaczynała swoją karierę. To był 2005 rok. Wtedy uświadomiłam sobie, że maratony to jest “moja bajka”. Ale prawdziwą przyjemność biegania, poczułam na cudownych trasach w Jakuszycach. Jeździłam tam po kilka razy w roku, a już obowiązkowo na legendarny Bieg Piastów. Startują w nim biegacze nie tylko z Polski, ale i całego świata, więc stanąć na podium wydawało mi się nie realne. Jednak, po kilku latach, udało mi się tego dokonać – w 2011 roku.

Wtedy też, zaczęła Pani działać społecznie?

– Dokładnie, a za cel postawiłam sobie utworzenie profesjonalnych tras biegowych w Kościelisku. Najpierw, przekonałam do mojego pomysłu wójta, aby gmina finansowała ratrakowanie tras, które przebiegałyby po prywatnych działkach, które w zimie nie są użytkowane przez gospodarzy, a są przepięknie położone. Następnie, musiałam przekonać właścicieli, aby zgodzili się nieodpłatnie na użyczenie swoich gruntów pod trasy narciarskie na okres zimy. Nie było to łatwe zadanie, ale udało się uzyskać pisemne zgody i od 2013 roku setki narciarzy korzysta z tych tras, które jak magnes przyciągają turystów do naszej miejscowości. Dzięki tej inicjatywie, miejscowi ludzie też chętnie wychodzą biegać. Dzieci z miejscowych klubów, mogą trenować i być może w przyszłości powiększą grono olimpijczyków. Po kilku latach intensywnych startów w zawodach krajowych, zaczęłam myśleć o wyjechaniu na zagraniczne zawody. Narty pozawalają mi zobaczyć świat. W tej chwili, mam już zaliczonych siedem biegów, w tym najdłuższy 90 km Bieg Wazów w Szwecji. Udało mi się też w styczniu tego roku przebiec 50 km w Chinach – dzień przed moimi urodzinami, kończyłam…yhmyhm …60 lat. Pandemia trochę pokrzyżowała moje plany startowe, ale myślę że wszystko wróci do normalności. Póki nie mogę zbierać pieczątek w paszporcie Worldloppet, to postanowiłam stać się zdobywcą Korony Gór Polski i wchodzę na najwyższe wzniesienia w każdym paśmie naszych gór. W maju, miałam brać udział w rajdzie rowerowym z Oświęcimia do Westerbork w Holandii (1000km), śladem obozów zagłady, ale kolejny raz, pandemia zmusiła mnie do zmiany planów i zaplanowane odcinki rajdu, przejechałam na rowerze – tylko, że po Podhalu.

Chcesz czytać dalej?

https://agronomist.pl/artykuly/halina-olejniczak-i-jej-sportowa-misja

https://agronomist.pl/

0 polubień
Poprzedni wpis: Amisze na polskiej wsiNastępny wpis: Dzień Placka

Powiązane wpisy