Kraina Otwartych Okiennic, czyli unikalne wsie

Soce, Puchły i Trześcianka – to trzy podlaskie wsie, które tworzą Krainę Otwartych Okiennic. Miejscowości w dolinie Narwi w okolicach Hajnówki, mogą zachwycać. Piękna ornamentyka budynków, a w szczególności okien – niespotykana w innych częściach kraju, to pamiątka po dawnym osadnictwie rosyjskim. Stara, oryginalna architektura, przenosi turystów w czasie, choć w tych wsiach czas wydaje się wartością względną. Z pewnością płynie wolniej.

Stare chaty z okiennicami, otoczone ogrodami z dawną roślinnością, ludzie żyjący niemal w innym świecie – w symbiozie z naturą i ciszą oraz muzyką wiatru niesionego z pól. Główną atrakcję Krainy Otwartych Okiennic stanowią oryginalnie zdobione, przedwojenne budynki i w całości wykonane z drewna, kolorowe okiennice. Ozdobna snycerka wokół okien, na skrajach ścian i pod skosem dachu, nie bez powodu, zachwycają turystów, gdy odwiedzają to niezwykłe miejsce. Zagrody zachowały tu specyficzny charakter. Są stare stodoły, żurawie przy studniach czy dawne narzędzia rolnicze.

Soce składa się z dwóch równoległych odcinków – tzw. ulicówek, „nawsi”, usytuowanych po obu brzegach rzeki Rudni. Wygląda tak, jakby w skład wsi wchodziły dwa oddzielne, równolegle położone siedliska. Takiego układu przestrzennego nie ma nigdzie indziej na Podlasiu. Walorem miejscowości jest też spójne ukształtowanie zespołu zabudowy (historycznej sprzed 1945 r. oraz powojennej i współczesnej), usytuowanej wzdłuż ulic. Domy są zdobione ornamentyką. W skład tradycyjnych siedlisk wchodzą: dom mieszkalny z podwórzem, sad lub ogród oraz zabudowania gospodarcze tj. obora, chlew, stajnia, kurnik, spichlerz, stodoła i szopa. Każda parcela jest otoczona płotem z bramą wjazdową oraz furtką. Wieś z każdej strony jest otoczona krzyżami. Drogi wyjazdowe są uwieńczone starymi krzyżami wotywnymi z 1895 roku, z wyrytymi intencjami do świętych. Klimatu dodaje przyroda – otoczenie pól i lasów, spacerujących leniwie bocianów i ich gniazd. Wieś została wpisana do rejestru zabytków.

Można u nas poczuć ducha tych dawnych osad. Mówimy tu do siebie na swój sposób, gwarą z mocnymi naleciałościami wschodniosłowiańskimi. Ta ozdobna stolarka, którą u nas widać na naszych domach, przypomina trochę estetykę widywaną za wschodnią granicą. Budynki mają ornamentykę w formie nad- i podokienników, okiennic, wiatrownic, narożników, a także dekoracyjnego oszalowania elewacji i szczytów. U nas mieszają się pochodzenie, języki i wyznania. Łączy nas jednak mocne przywiązanie do ziemi. Staramy się przekazywać historię obecnym pokoleniom. Jako sołtyska, dbam tez o muzeum w Socach – podkreśla Tamara Leszczyńska, sołtyska wsi Soce.

Nazwa Soc wiąże się z podaniem – ponoć kiedy przybyli tu pierwsi osadnicy, napotkali niewielkie źródełko, sączącą się z ziemi wodę. Założoną w tym miejscu osadę nazwali więc Soce – od socenia, czyli sączenia. Pierwsza wzmianka o tej miejscowości pochodzi z roku 1560. Po wybuchu I Wojny Światowej, z powodu zbliżającego się frontu niemieckiego, mieszkańcy wsi, zostali zmuszeni do ewakuacji w głąb Rosji. Po powrocie w 1919 roku, wioska była zrujnowana. II Wojna Światowa nie dotknęła ich tak bardzo. Część mieszkańców wcielono do armii.

Obecnie niektóre domy w Socach zostały pięknie odrestaurowane, inne stoją puste. Niektórzy mieszkańcy zmarli lub wyprowadzili się. Są jednak i tacy, którzy w Socach znaleźli swoje miejsce na ziemi, specjalnie do nich przyjechali. To m.in. Monika i Paweł Hajduczenia, którzy stworzyli tam agroturystyczne trzyhektarowe siedlisko. Dla malowniczej wsi, pozostawili Australię, gdzie mieszkali już wiele lat.

Tutejsi mówią o nas Australijczycy, co przyjechali z Sydney do Soc, pobudowali dom z bala i żyją sobie w lesie. Prawda nie jest tak egzotyczna, choć w tym przypadku to, co mówią, zgadza się całkowicie. Prawdą jest też fakt, że wróciliśmy z Sydney do Soc, bo tu, w tej ziemi są nasze korzenie. To stąd pochodzi mój tata. W Socach urodził się i wychował, a wiele lat później, ja jako mała dziewczynka biegałam po polach ganiając zające, podczas gdy starsi zajęci byli żniwami. To z tutejszych lasów wracaliśmy do Białegostoku z koszami wypełnionymi po brzeg grzybami, ku uciesze mamy oczywiście, która następnie zamykała te jesienne dary w słoikach. I choć świat piękny i jego ciekawość była ogromna- tak jak oddająca ją ilość pieczątek w paszporcie, choć miłość do Antypodów będzie już na wieki wieków, tak zawsze z tyłu głowy był ten dom z bala w środku lasu. Taki dom pełen ludzi, pełen smaków i zapachów, rozmów, śpiewów, radosny śmiechem dzieci, spokojny snem głębokim, otwarty i życzliwy, taki, z którego chce się wyjść na spacer w las po to, żeby z największą przyjemnością do niego powrócić i zasiąść wygodnie w fotelu z książką, raz po raz spoglądając to na las za oknem, to na tlący się w kominku ogień. Marzenie się ziściło – opowiada Monika.

Soce to tylko jedna z wsi do odwiedzenia na Szlaku otwartych okiennic. Puchły i Trześcianka zwracają uwagę piękną zabudową, drewnianymi cerkwiami i kościołami.

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/kraina-otwartych-okiennic-czyli-unikalne-wsie

https://agronomist.pl/

0 polubień
Poprzedni wpis: Lawendowy syrop Anny SitekNastępny wpis: Kapuściane królestwo Emilii Sznajder

Powiązane wpisy