Lawendowy syrop Anny Sitek

We Francji każdy wie, jak smakuje lawenda – między innymi jest składnikiem ziół prowansalskich. W Polsce, to jednak produkt wciąż mało znany kulinarnie. Zmienia to Anna Sitek, która we wsi Skoki w Małopolsce, uprawia wraz z mężem fioletowy raj. Tworzy nietuzinkowe produkty na bazie kwiatów lawendy, które z powodzeniem można wykorzystywać w kuchni. O wyczarowanych smakach i życiu o zapachu lawendy, opowiedziała Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu „Z klimatem i z pasją”.

Planowaliście założenie winnicy – co się stało, że na Waszych polach dominuje jednak lawenda?

– Początkowo, chcieliśmy założyć winnicę, ale ten pomysł nas przerósł – głównie ze względów finansowych. Winnica zajęła fragment naszej ziemi i istnieje do tej pory, nie mieliśmy jednak pomysłu na zagospodarowanie pozostałej części naszego areału. Nie chcieliśmy, by ziemia leżała odłogiem. W grę nie wchodziły zboża ani warzywa. Pragnęliśmy uprawiać coś oryginalnego, a przy tym opłacalnego ekonomicznie. Pomyśleliśmy najpierw o kwiatach, potem zawęziliśmy pole zainteresowań do tych jadalnych. Rozpatrywaliśmy m.in. nagietki i malwy. Wygrała jednak lawenda. Dlaczego ona? Szczerze mówiąc, od 2015 roku, czyli od kiedy posadziliśmy pierwsze sadzonki tej fioletowej rośliny, sama sobie zadaję to pytanie. Nie wiem…. Po prostu, kiedyś przyszła do nas taka lawendowa wizja, a my otworzyliśmy się na nią. Można tak trochę patetycznie powiedzieć, że lawenda sama do nas przyszła, a my byliśmy otwarci i wciąż podążamy w stronę słońca – tam, gdzie ona nas prowadzi. Właściwie, na wzór prowansalski, postanowiliśmy połączyć wino z lawendą i tak rozpoczęła się nasza przygoda z lawendą.

Znaliście się wcześniej na uprawie tej rośliny?

– Niekoniecznie, choć mój mąż – Michał, ukończył technikum rolnicze. Uprawa jest bardzo wymagająca, ale daje olbrzymie poczucie satysfakcji. Początki jednak nie były łatwe. Lawenda jest niezwykle trudna do ujarzmienia. Wydawało nam się, że uprawia się ją, jak inne rośliny – trzeba ją zasadzić, pielęgnować i będzie dobrze. Pierwsze nasadzenia zrobiliśmy na agrotkaninach. Jednak, choć na początku sadzonki wyglądały okazale, później okazało się, że agrotkanina magazynuje wilgoć. Chwasty rosły – rozsadzając przy okazji sadzonki od środka. Gdy przyszedł wiatr, sześć stumetrowych rzędów, po prostu odfrunęło. W każdym województwie, problemy w uprawie lawendy są inne – w zależności od warunków atmosferycznych i jakości gleby. U nas, większość porad dotyczących plantacji, nie sprawdziła się. Ciągle uczymy się na własnych błędach …..i jestem przekonana, że nie tylko my. W uprawie wprowadziliśmy ekologię. W przypadku lawendy, powiedziałabym nawet, że nie widzimy za bardzo innej możliwości. Nie nawozimy pól, nawet naturalnie. Lawenda doskonale sobie radzi sama. Podlewamy ją jedynie przy nasadzeniu. Jeśli roślina nie ma przewiewu, a pojawi się wilgoć, natychmiast pojawi się także grzyb, który sieje niezwykłe spustoszenie. Dbamy o odpowiednie zabiegi agrotechniczne, takie jak pielenie i plewienie – a to naprawdę ciężka, ręczna praca.

Jakie odmiany lawendy uprawiacie?

– Uprawiamy wyłącznie lawendę lekarską – lavandula angustifolia. Odmiany niebieskie Blue Scent i Hidcote Blue oraz moją ulubioną – White Scent, o niezwykłych srebrnych kwiatach i zupełnie oszałamiającym aromacie. Pierwszy zbiór mamy zwykle w połowie czerwca, a drugi jesienią – w zależności od pogody – tu decydujące zdanie ma natura. Nie ma tutaj punktów stałych, trzeba obserwować krzaki, zwracać uwagę na niuanse. Uprawa ma wiele zmiennych. Ulewa wypłukuje pyłki, barwa kwiatu niknie. Warto wiedzieć, że istnieje kilkadziesiąt gatunków lawendy i setki różniących się kolorem, smakiem i zapachem odmian. Należy jednak przede wszystkim zwrócić uwagę na różnicę między lawendyną a lawendą. Tą pierwszą, warto wybrać do upraw florystycznych. Jest większa i zawiera więcej olejku, bo aż 6%, podczas gdy lawenda lekarska zawiera go 1,5%. Ale uwaga, w lawendynowym olejku, jest czterokrotnie przekroczona norma zawartości trującego olejku kamforowego. Leczniczo lub kulinarnie, nie polecałbym go – właśnie z tego względu.

Lawendę w Polsce zwykle uprawia się do wytwarzania ozdób, kosmetyków, olejków eterycznych. Razem z mężem, postanowiliście jednak inaczej wykorzystać jej walory…

– Nie robię bukietów i wianków, bo po prostu nie umiem – zawsze byłam na bakier z florystyką. Jednak, fascynują mnie zapachy i smaki, lubię poszukiwania właśnie w tej sferze. Dlatego, postawiliśmy na kulinarne wykorzystanie lawendy. Fascynuje nas cały bukiet smaków i aromatów, jaki można z niej uzyskać, w zależności od sposobu przetwarzania. I znów można rzec, że to lawenda nas prowadzi. Syrop z kwiatów lawendy jest naszym pierwszym produktem spożywczym z lawendy. Receptura była długo dopracowywana i w tym momencie, według mnie – jest perfekcyjna. Oczywiście, jeśli chcemy wykorzystać roślinę maksymalnie, musimy wiedzieć, w jakim czasie zbierać kwiaty na lawendę kulinarną, na syrop czy hydrolat – to ważne, by produkt, do którego chcemy ją przeznaczyć był na najwyższym poziomie. Syrop musi dobrze smakować, a hydrolat, zawierać odpowiednie właściwości. Tworząc nasze produkty, nie wzorowaliśmy się na działalności francuskiej, choć niektóre z naszych „odkrywczych” pomysłów kulinarnych z lawendą, okazywały się francuskim przepisem sprzed kilku wieków.

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/lawendowy-syrop-anny-sitek

https://agronomist.pl/

0 polubień
Poprzedni wpis: Matki pstrąga ojcowskiegoNastępny wpis: Kraina Otwartych Okiennic, czyli unikalne wsie

Powiązane wpisy