Malarki z Zalipia

Jest w Polsce niewielka wieś, którą Japończycy umieścili na liście europejskich cudów. Przyciąga do Małopolski ludzi z całego świata, dzięki chatom pokrytym kwiecistymi wzorami. Zalipie, to unikalny przykład sztuki ludowej, która przetrwała ponad stuletnią próbę czasu i jest kontynuowana przez kolejne pokolenia. Współczesne kontynuatorki działalności wyjątkowej mieszkanki tej miejscowości – gospodyni Felicji Curyłowej, nadal tworzą i dzielą się kwiatową pasją. Wieść o zalipiańskiej tradycji malowniczej, jest wciąż niesiona.

Zalipie uznawane jest za najpiękniejszą i najbardziej kolorową wieś w Polsce. Zwyczaj zdobienia domów malaturami, jest znany w innych regionach naszego kraju, ale nigdzie indziej, nie rozwinął się na taką skalę, jak tutaj.

Sięgając do historii, zalipiańska tradycja malownicza, rozpoczęła się w drugiej połowie XIX wieku. W wiejskich domach, był wtedy dym z palenisk, bo przecież nie było jeszcze pieców z kominami. Pobielane ściany, szybko pokrywały się sadzą. Dlatego też, dziewczęta z Zalipia zaczęły ozdabiać je nieregularnymi plamkami, zwanymi „packami”. Służył im do tego pędzel zrobiony z prosa lub żyta i sadze rozrobione w mleku. Później, kobiety zaczęły w ten sposób malować podmurówki. Na przełomie XIX i XX wieku, „packi” przekształciły się w barwne desenie. Pojawiły się kwiaty i zawijasy, a sadzę zamieniono na kolorowe barwniki. Malowidła „przekroczyły” progi budynków, wyszły na zewnątrz. Zaczęły pojawiać się na chałupach, oborach, studniach. Oczywiście, do malowania nigdy nie używano szablonów, każdy wzór był autorskim pomysłem i sam w sobie był niepowtarzalny. Domy z drewnianych, powoli zastępowano murowanymi, ale tradycja zdobienia pozostała. Mieszkańcy wsi, a w szczególności kobiety, zaczęły się w malowaniu tych kwiatów specjalizować. Światowa sława tutejszych malunków, rozkwitła właśnie dzięki mojej babci – Felicji Curyłowej, ludowej artystce, która malowała kwiaty w Zalipiu już od najmłodszych lat. Poza swoją działalnością artystyczną, można powiedzieć, że była współczesnym specjalistą do spraw public relations tego miejsca – w czasach, w których żyła. Popularyzowała tutejszą twórczość zdobniczą – w Polsce i na świecie. Jej zagroda, stała się ikoną symbolizującą Zalipie. Dziś funkcjonuje tu muzeum. Można zobaczyć, jak żyła i tworzyła. Zachowała się jej twórczość – opowiada Wanda Racia, wnuczka Felicji Curyłowej, a zarazem kustoszka Muzeum Felicji Curyłowej. Nauczona malowania przez swoją babcię, zajmuje się dziś nie tylko oprowadzaniem turystów, ale również – co roku, przed Bożym Ciałem, odnawia zewnętrzne malowidła Muzeum.

Felicja Curyłowa, urodzona w 1904 roku, była prekursorką lokalnej sztuki, dlatego też już za jej życia – jej dom stał się centrum sztuki ludowej. Był i jest nadal tłumnie odwiedzany. Po śmierci artystki, nieruchomość zakupiła Cepelia, która w 1978 r. przekazała budynki Muzeum Okręgowemu w Tarnowie. Wystawa obejmuje: dwa domy, stajnię, stodołę oraz przeniesioną obok malowaną chałupę. Budynki, które możemy dzisiaj oglądać, wyglądają identycznie jak za życia malarki. W muzeum w Zalipiu jedynie stodoła pozostała nietknięta pędzlem Felicji Curyłowej. Drewnianą, pomalowaną na żółto, szalowaną chatę, zdobił szlaczek niebieskich kwiatków – i tak jest do dzisiaj. W środku budynku, w sieni, można zobaczyć malowaną wapnem i sadzą powałę – to pochodzące z 1914 roku, pierwsze dzieło słynnej malarki (gdy je malowała, miała zaledwie dziesięć lat). Odwiedzić można również izbę z pomalowanym sufitem, na którym, pod nadzorem konserwatora, wiernie odmalowano kwiaty. Było to konieczne, ponieważ belki stropowe zaatakowały korniki. Trudnego zadania podjęła się Wanda Racia, która jak nikt, zna styl swojej babci.

Marzeniem Felicji Curyłowej, było powstanie Domu Malarek, gdzie panie z Zalipia mogłyby się spotykać i tworzyć. I tak się stało. Funkcjonuje on do dzisiaj.

Można u nas wziąć udział w malowaniu tradycyjnych kwiatów, podziwiać wystawy miejscowych artystek, podejrzeć malarki przy pracy, a także kupić malowaną pamiątkę z naszej wsi – opowiada malarka Wanda Chlastawa.

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/articles/malarki-z-zalipia

https://agronomist.pl/

0 polubień
Poprzedni wpis: Fasola pnie się w górę!Następny wpis: Suska sechlońska – wędzony skarb Małopolski

Powiązane wpisy