Mirka Wilk i jej tradycyjne jadło

Gdyby nie przypadek, zamiast radować innych swojskimi rarytasami, prowadziłaby wiejski sklep. Życie lubi jednak pisać zaskakujące scenariusze. Od lat, jako finalistka ogólnopolskiego plebiscytu Rolnik-Farmer Roku, a także laureatka wielu kulinarnych konkursów, z sukcesami prowadzi zagrodę należącą do Europejskiej Sieci Dziedzictwa Kulinarnego – pełną potraw na bazie dawnych przepisów i kolekcjonuje przedmioty dawniej użytkowane na wsi. Jak sprawia się, żeby inni odczuwali wilczy apetyt, Mirosława Wilk opowiedziała Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu “Z klimatem i z pasją.”

Zawsze marzyła Pani, żeby prowadzić wiejską zagrodę?

– Pochodzę ze wsi. Zawsze towarzyszyłam mamie i babci w kuchni. Zwracałam uwagę na to, co się je, jak się gotuje, na zapachy i smaki. Pamiętam, co przygotowywało się w kuchni. Jak dla mnie, żadne – nawet najbardziej wykwintne dania, nie zastąpią prostoty wiejskiego jadła. Nie wiedziałam jednak, że gotowanie stanie się moim sposobem na życie. Choć zawsze gotowałam i ukończyłam nawet szkołę średnią o specjalności gastronomicznej. Gdy dorosłam, wyszłam za mąż, postanowiłam prowadzić sklep. Można powiedzieć, że byłam wiejską bizneswoman. Jednak już wtedy ciągnęło mnie, by robić coś jeszcze poza handlem. Zawsze miałam artystyczne zacięcie, lubiłam malować, więc malowałam obrazy z wiejskimi pejzażami, gąskami, które nie tylko zdobiły moją zagrodę, ale także trafiały do skansenów, tam również były sprzedawane. Poza tym, zaczęłam kolekcjonować przedmioty, urządzenia dawniej wykorzystywane na wsi w kuchniach, w domach, na podwórkach.

Jak to się stało, że zamknęła Pani sklep, a otworzyła zagrodę z tradycyjnym jadłem?

– Przez przypadek. Nieopodal mojego małego sklepu, który prowadziłam 17 lat, powstał duży market. Nie miałam właściwie szans przetrwać na rynku. Zaczęłam myśleć o tym, że trzeba coś zrobić innego w tym życiu. Miałam wziąć udział w jednej z wystaw, gdzie można sprzedawać swoje wyroby. Okazało się, że jeśli weźmie się udział w konkursie kulinarnym „Gotowanie na polanie” w sierpeckim skansenie, nie trzeba płacić za stoisko. Postanowiłam więc wystartować, nie myśląc nawet, że zdobędę jakieś laury. Okazało się jednak, że zajęłam pierwsze miejsce. Moje kluski ziemniaczane z serem podbiły serce samego Karola Okrasy. Pamiętam, że przed podejściem jury, mówiono nam, że dla jurorów przygotować trzeba kilka talerzy. Jednak, ludzie mnie tak otoczyli, tak smakowały im kluski, że straciłam kontrolę nad stoiskiem. Karol Okrasa próbował moich klusek z patelni, bo nie było już ani jednego czystego talerza. I takie mu właśnie zasmakowały. Potem przyszły kolejne konkursy kulinarne przy ośrodkach doradztwa rolniczego, przy okazji różnych festynów. Trzy razy otrzymałam nagrodę – złoty półgęsek. Magda Gessler doceniła przyrządzoną przeze mnie gęsinę. Choć jestem skromna, pomyślałam, że chyba potrafię dobrze gotować i że to zawsze było moim przeznaczeniem. Otworzyłam zagrodę z tradycyjnym jadłem. Pozyskałam dotację na jej rozwój. Raczę innych tym, co dawniej na wsi było na stołach, odtwarzam stare przepisy. Mam klimatyczny piec, w którym żarzy się wesoło ogień, mąkę przesiewam przez stare sito, na wodę mam kankę. Nie pozwalam zapomnieć, jak żyło się i gotowało na dawnej wsi. Można u mnie przenieść się trochę w dawne czasy – ze swojską kiełbaską, świeżo wypieczonym chlebem z pieca. Przygotowuję również dania z jagnięciną, z gęsiną. Produkty i dania wytwarzane są zgodnie z tradycyjnymi recepturami i przy zachowaniu dawnych sposobów i metod. Powrót do korzeni – to jest to! W końcu, zagroda należy do Europejskiej Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Kujaw i Pomorza. Dziś panu, który otworzył kiedyś market nieopodal mojego sklepu, pragnę z tego miejsca gorąco podziękować. Odmienił Pan przez przypadek moje życie!

Chcesz czytać dalej?

https://agronomist.pl/artykuly/mirka-wilk-i-jej-tradycyjne-jadlo

https://agronomist.pl/

1 polubienie
Poprzedni wpis: Murale na wsiNastępny wpis: Agroinnowacje Anny Michalik

Powiązane wpisy