Sielskie klimaty Anny Gawlik

Okazało się, że wczesne lata życia spędzone na wsi, nie pozostały bez wpływu na jej życiowe ścieżki. Szukała różnych dróg rozwoju – nawet poza granicami Polski, by wrócić do korzeni – w miejsce, gdzie jej przodkowie żyli w zgodzie z naturą i cyklami pór roku, trudniąc się rolnictwem. Anna Gawlik, wśród malowniczych pól, w oddaleniu od miejskiego gwaru i pośpiechu, na pograniczu Mazowsza i Podlasia, stworzyła zagrodę Sielski Dom i Ogród. O dzieleniu się miłością do wsi, opowiedziała Marii Sikorskiej, autorce telewizyjnego programu Z klimatem i z pasją.

Skąd przywiązanie i miłość do wiejskich klimatów?

– Rozwijały się we mnie od dzieciństwa. Razem z siostrą, jako jedyne wnuczki swoich dziadków, pomimo że na co dzień z nimi nie mieszkałyśmy, miałyśmy obowiązek wakacyjnego pomagania w gospodarstwie. Z dzieciństwa pamiętam ręczne dojenie krów, grabienie siana, zwożenie snopków ze zbożem oraz wykopki. Najcięższa była praca przy oborniku, której również nam nie oszczędzano. Kiedyś, wszystko w gospodarstwie robiło się ręcznie. Gdy byłam starsza, przełomem stał się zakup ciągnika radzieckiej marki Władimirec – w latach osiemdziesiątych. Pamiętam bronowanie pola i godziny spędzone w na traktorze, ponieważ dziadek nigdy nie nauczył się mechanizacji. Już wtedy, zaczęłam doceniać piękno przyrody, zapachy z pól, gdy były sianokosy i żniwa, cudowne śpiewy skowronków czy wieczorne koncerty słowików.

Jednak nie od razu postanowiła Pani związać swoje życie ze wsią?

– To prawda. Wiedziałam tylko, że kocham prace na świeżym powietrzu, przestrzeń i wolność, jaką daje możliwość tworzenia swojego otoczenia. Dlatego wybrałam studia na SGGW w Warszawie i ogrodnictwo, jako specjalizacja. Niestety, moja wrażliwa dusza, miała skłonność do depresji. Przez wiele lat, czułam się zagubiona i miałam trudności w przystosowaniu się do rzeczywistości. Długie lata, szukałam swego miejsca na ziemi. Przełomem stał się wyjazd do Wielkiej Brytanii. Tam pracowałam i zapisałam się na studia. Z wyróżnieniem, zdałam podyplomowe studia o kierunku Architekt Krajobrazu. Nigdy nie mieszkałam w wielkich aglomeracjach i niestety, życie na obczyźnie, nie do końca mi odpowiadało. Czułam się wyobcowana i brakowało mi kontaktu z przyrodą. Ale to właśnie tam, odkryłam w sobie pasję projektowania. Oprócz projektowania ogrodów, zainteresowałam się grafiką i rękodziełem. Już wtedy, zaczęłam marzyć o powrocie do kraju, do opuszczonego gospodarstwa moich dziadków, gdzie mogłabym nie tylko zaprojektować ale i zbudować swoje miejsce na ziemi. Wiedziałam, że nie będzie lekko, ale ciężkiej pracy nauczona byłam od dzieciństwa.

Zaczęło się od ogrodu?

– Tak, od dziesięciu lat tworzę u siebie zakątki ogrodowe, które mają odmienny charakter, ale które łączy inspiracja przyrodą i angielskimi ogrodami. W moim ogrodzie – od wiosny do zimy, zachwycają kwiaty, pachnie lawenda, róże i zioła. Lekkości na rabatach, dodają różne gatunki traw ozdobnych. Na obszarze około hektara, znaleźć można ogrody tematyczne: ogród wiejski, preriowy, angielski, ogród traw, różanka, ogród hortensjowy, warzywnik, jagodnik oraz niewielką plantację lawendy. Dzięki bioróżnorodności, nasza zagroda jest domem dla wielu żyjątek – od owadów zapylających, po ptaki, jaszczurki i jeże. Staramy się żyć zgodnie z prawami i rytmem przyrody, produkując własne jedzenie: warzywa, owoce, hodując kury i króliki. Z pszczołami, wiąże się historia, którą przekazał mi mój tata, a którą usłyszał od swoich przodków. Po pierwszej wojnie światowej, wycofujący się z tych terenów Kozacy, palili drewniane domostwa. Mój pradziadek, hodował wtedy pszczoły, które rozwścieczyły się widząc palące się budynki i jadących konno żołnierzy z pochodniami. Owady zaczęły kąsać intruzów. W ten sposób, drewniany dom moich przodków, jako jedyny w okolicy, nie został spalony. Na pamiątkę tego wydarzenia, postawiłam w ogrodzie drewniany ul, który co prawda nie jest zamieszkały (nie produkujemy swojego miodu), ale jest pięknym świadectwem tamtego wydarzenia.

Drewniany dom Pani dziadków, ma niesamowitą historię. Przez wiele lat, w jego części funkcjonowała szkoła.

– Drewniany dom moich dziadków okazał się dla nich za duży, więc po drugiej wojnie światowej – w latach pięćdziesiątych, dwa pomieszczenia wynajęto i otworzyła się tutaj dwuklasowa szkoła podstawowa, którą ostatecznie zamknięto w 2000 roku. Po śmierci dziadków, budynek niszczał. Jego smutny widok, miała przypieczętować rozbiórka. Na szczęście, tak się nie stało. Mój wielki sentyment do korzeni i staroci, zdecydował o remoncie. Otworzyłam tu muzeum wiejskiego życia oraz Izbę Pamięci Wiejskiej Szkoły Podstawowej, a nawet sklepik z lawendą i rękodziełem oraz kafejkę. Uwielbiam dekorować przedmioty i w środku można tu znaleźć meble ręcznie malowane – moje dzieło malarskie. Zadbałam o spójną kolorystykę i styl (oczywiście inspirowany folklorem). Ogród zdobią drewniane kapliczki z malowanymi aniołami.

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/sielskie-klimaty-anny-gawlik

https://agronomist.pl/

0 polubień
Poprzedni wpis: Smart villages, czyli rewitalizacja usług wiejskichNastępny wpis: Rogal świętomarciński

Powiązane wpisy