Strażniczka tradycji ze wsi na końcu świata

Podczas podróży na wschodnie Podlasie, przejezdnych może zdziwić drogowskaz prowadzący do …wsi na końcu świata – w gminie Krynki. Trzy kilometry od granicy z Białorusią, znajdują się Kruszyniany. I choć z pewnością nasz GPS straci orientację w terenie, a my stracimy tam zasięg komórki, odnajdziemy coś bardzo cennego – wioskę tatarską, w której na straży pamięci o przeszłości, stoi Dżenetta Bogdanowicz.

Kruszyniany były kiedyś dużym ośrodkiem muzułmańskim, dziś to wieś, która łączy wiele tradycji i kultur. Dawniej mówiło się o niej „wieś triniedzielnaja”, czyli trzyświąteczna. Można w niej spotkać piękne, malownicze drewniane chaty z urokliwymi ogrodami i okalającymi je parkanami. Domom towarzyszą duże przestrzenie pól, licznie odwiedzanych przez bociany. Mieszkańcy podkreślają, że rolnictwo z pewnością ma tu inny wymiar, podobnie jak życie. Najpiękniejszą muzyką jest cisza.

W piątek zaczynali świętować muzułmanie – Tatarzy, w sobotę żydzi, a na następny dzień katolicy i prawosławni. Do dzisiaj żyjemy tutaj w symbiozie. Białostocki szlak tatarski prowadzi właśnie do naszej wsi oraz do Bohonik. To najstarsze skupiska wyznawców islamu w obecnych granicach kraju. To tutaj czuć obecność pierwszych Tatarów sprzed ponad trzystu lat, osadzonych przez Jana III Sobieskiego. W naszej wsi pozostało już niewielu Tatarów, ale staramy się nieść pamięć o historii. Dla mnie, to swego rodzaju misja. Mamy tu czynny meczet i cmentarz muzułmański – mizar. Nawet na naszym cmentarzu, można się o Tatarach sporo dowiedzieć. Mizary zbudowane są ściśle według zasad islamu dla tego typu miejsc. Mogiły obłożone są polnymi kamieniami. W ten sposób, by największy znajdował się przy głowie zmarłego, a najmniejszy – u jego stóp. Każdy grób wieńczy tablica inskrypcyjna – półkolistym kamieniem z wyżłobionym na górze półksiężycem i gwiazdami. Niżej znajduje się napis w języku arabskim lub polskim, podczas zaborów także rosyjskim – opowiada Dżenetta Bogdanowicz.

Dziś w Kruszynianach mieszka osiem rodzin tatarskich – łącznie 20 osób. Początki osadnictwa tatarskiego w tej wsi opisują legendy i ludowe przekazy. Według nich ponad trzysta lat temu, do tej wsi, przybył pułkownik Samuel Murza-Krzeczowski ze swymi żołnierzami. A to z kolei, za sprawą króla Jana III Sobieskiego, który nadał Tatarom Kruszyniany za uratowanie mu życia podczas bitwy pod Parkanami w 1638 roku. Parę lat później, król – w drodze na sejm grodzieński, odwiedził Krzeczowskiego. Nie zachowały się pamiątki z tego wydarzenia, Tatarzy jednak wskazują to miejsce, gdzie znajdował się niegdyś dwór Krzeczowskiego, a dziś jest ziemia porośnięta lipami.

W rzeczywistości, w Kruszynianach i pobliskich osadach, Tatarzy osiedlili się na mocy przywileju z 1679 roku. Społeczność tatarska zbudowała tu w 1717 roku meczet. Obiekt został pomalowany z zewnątrz na kolor zielony (barwa islamu) oraz ozdobiony dwoma wieżami. To unikalny zabytek w skali kraju. W Polsce znajdują się tylko dwa tego typu obiekty, drugi znajduje się w Bohonikach. W tej wiosce sporządzano dzieła o treści religijno-obyczajowej tzw. kitaby. Jeden z nich, powstał w 1792, dzięki kopiście Jusufowi Heliaszewiczowi.

Dżenneta Bogdanowicz do Kruszynian, wsi swoich przodków, przyjechała pod koniec lat 70.

-Kiedyś mieszkał tu mój dziadek. Gdy pierwszy raz odwiedziłam to miejsce, wieś była w dość opłakanym stanie. Wydawała się miejscem bez przyszłości, bez szans na rozwój. Miała jednak bardzo pozytywną aurę, której nie potrafiłam się oprzeć. Poczułam, że to jest miejsce magiczne i że mogłabym tam zamieszkać. Przekonałam do tego męża Mirosława i córki. Postanowiłam zapuścić tu korzenie. Tatarzy są grupą etniczną, a może jedynie etnograficzną, pozbawioną cech mniejszości narodowej. Uważają się nie tylko za obywateli Rzeczypospolitej, ale za Polaków, Polaków pochodzenia tatarskiego. Jestem Tatarką, nie czuję się Polką – ja nią jestem. Pomyślałam, że ktoś przecież musi przekazywać kolejnym pokoleniom tradycję i kulturę. I tak powstała nasza Tatarska Jurta – opowiada.

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/strazniczka-tradycji-ze-wsi-na-koncu-swiata

https://agronomist.pl/

0 polubień
Poprzedni wpis: Kapuściane królestwo Emilii SznajderNastępny wpis: Owocowa pasja Grażyny Wiatr

Powiązane wpisy