Wiklinowa kraina

Podmokły teren sprawił, że wierzba w stanie dzikim rosła na ziemi nowotomyskiej od zawsze. Nic więc dziwnego, że osiedlający się tam w XVIII wieku Olędrzy, zaczęli ją uprawiać, wykorzystując posiadaną w tym zakresie wiedzę i doświadczenie. Bogate zaplecze surowcowe, stało się zalążkiem do rozwoju polskiej stolicy rzemiosła plecionkarskiego. Dziś, można tu przenieść się w wypleciony świat, w którym przedmioty codziennego użytku, stoją obok niekonwencjonalnych, unikalnych na skalę światową, projektów z wikliny. Szlak pieszy „Spacer wiklinowym deptakiem”, zajął nawet pierwsze miejsce w kategorii turystyka piesza w konkursie Polskiej Organizacji Turystycznej na najlepszy obiekt turystyki aktywnej.

Wiklinowe żniwa na ziemi tomyskiej, zaczynają się wraz z nadejściem mrozów lub na wiosnę. Pościnane witki są gotowane w specjalnych kotłach – tzw. warzelniach. Potem, moczą się przez kilka dni w moczarkach, czyli wypełnionych wodą pojemnikach. Następnie, pozostaje już tylko okorować wiklinę i materiał jest gotowy do wyplatania. Uprawą wikliny na tym terenie zajmowano się przed rozbiorami Polski. Najpierw, do produkcji koszy, wykorzystywano dziko rosnącą wierzbę koszykarską. W czasach napoleońskich, ruszyła jej planowa uprawa.

Do popularyzacji wikliniarstwa w okolicach Nowego Tomyśla przyczynili się właściciele Trzeciela, a w szczególności mistrz koszykarski Ernest Hoedt. Wiąże się z tym pewna historia. W 1885 roku sprowadził on z Ameryki Północnej kilka odmian tamtejszej wikliny. Wtedy wywożenie roślin z tego kraju było zabronione, jak więc udało mu się tego dokonać? Jak wieść niesie, wyplótł on kosz ze świeżych gałązek wikliny. Utrzymywał go w czasie podróży w ciągłej wilgoci i tak właśnie dowiózł tutaj ukryte sadzonki. Jedna ze sprowadzonych wtedy odmian wikliny nazywana jest dlatego amerykanką trzcielską. Zmieniła ona już na zawsze plecionkarstwo, ponieważ jest giętka i niełamliwa. Plecionkarze uzyskali dzięki niej doskonały materiał, dzięki czemu ich wyroby miały ogromny popyt – opowiada Andrzej Chwaliński, kierowniki Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa w Nowym Tomyślu.

Nowy Tomyśl stał się ośrodkiem wzornictwa przemysłowego i artystycznego wikliny, do czego przyczyniły się również organizowane tu plenery wikliniarskie, na które przybywali artyści sztuki plecionkarskiej z całego świata. Przybywali i przybywają, bo są one kontynuowane w czasach współczesnych. Od 2000 roku, z inicjatywy plecionkarzy i wikliniarzy, wielu firm i instytucji, zaczęły tu powstawać ciekawe wiklinowe formy zdobiące przestrzeń. Wypleciono tu choćby ogromny wiklinowy kosz, do którego wykonania zużyto 8 ton wikliny. Imponujące rozmiary: długość 17,29 m, szerokość 9,46 m, wysokość 7,71 m zapewniły mu zaszczytne miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa. Co roku, nowotomyski krajobraz wzbogacany jest również o nowe, niekonwencjonalne formy, jak choćby muszla koncertowa opleciona wikliną. Można tu podziwiać choćby trabanta oplecionego wikliną. Funkcjonuje tu również wiklinowy deptak, który wzbudza ogromne zainteresowanie turystów, co doceniła Polska Organizacja Turystyczna.

Chcesz przeczytać cały artykuł?

https://agronomist.pl/artykuly/wiklinowa-kraina

https://agronomist.pl/

0 polubień
Poprzedni wpis: Polska kaszanką stoiNastępny wpis: Ze smakiem przez regiony

Powiązane wpisy